Pianie kogutów, płacz psów

with Brak komentarzy

Kiedy słyszymy: „ludobójstwo” od razu przychodzi na myśl Zagłada Żydów podczas II wojny światowej. Głównie w jej kontekście mówi się o tym, że należy zrobić wszystko, by to się nigdy nie powtórzyło. Szkoda, że na mówieniu się kończy. Rzadziej mówi się o milionach ofiar stalinowskiego reżimu – wszak Związek Radziecki kończył II wojnę światową w gronie zwycięskich mocarstw, a sprzymierzeńcowi grzechów się nie wypomina. O ludobójstwach, które miały miejsce już po wojnie raczej się tylko wzmiankuje, kogo bowiem mogą obchodzić tak egzotyczne kraje jak Bośnia i Hercegowina, Rwanda czy Kambodża? Do tych nielicznych, których obchodzą należy Wojciech Tochman, reporter, który jeździ do państw, w których dochodziło do aktów ludobójstwa; w których dotychczasowi sąsiedzi z dnia na dzień stawali się wrogami; w których ojciec zabijał dzieci czy żona wydawała męża w ręce oprawców, bo nagle okazywał się być po złej stronie barykady. Tochman nie pisze o samych ludobójstwach, odwiedza te kraje kilka lub więcej lat po tragedii i opisuje, jak ludzie radzą sobie z traumą.

Pianie kogutów, płacz psów to opis reporterskich podróży po Kambodży, której mieszkańcy wiele lat po tym, jak na rozkaz Pol Pota wymordowano ponad milion Khmerów, nie oswoili się z traumą, w której nikt już nikomu nie jest w stanie zaufać, w której uczuć, zwłaszcza tych pozytywnych nie wypada okazywać. Lektura reportażu Tochmana jest podwójnie trudna. Po pierwsze, z uwagi na sam poruszany temat, na warunki życia panujące w Kambodży, na opisy tego, w jaki sposób są tam traktowani chorzy umysłowo, na leczenie których rodzina nie ma pieniędzy. Po drugie – jak zaznaczył autor w zakończeniu książki – były różne pomysły na to, o jakiej Kambodży chce robić reportaż. Raz miało to być życie ludzi w slumsach; innym razem – życie z traumą po czasach Pol Pota i tłumaczenie sobie, „że ja przecież wykonywałem tylko rozkazy” czy wspomnienia dzieci, którym nie dane było dożyć dorosłości; jeszcze znów innym – jak ludzie sobie (nie)radzą z chorymi umysłowo członkami rodzin. W efekcie powstał reportaż zawierający wszystkie te elementy. Podróż przez Kambodżę rozpoczynamy od towarzyszenia Tochmanowi w wizytach u chorych umysłowo, wraz z lokalną psychiatrą i – czasami – psychologiem. Później zwiedzamy slumsy, w których ludzie wegetują na granicy śmierci; cegielnię, w której zawsze ma się dług u pracodawcy, który to dług dziedziczy się z pokolenia na pokolenie; słuchamy opowieści ludzi, którym udało się przeżyć reżim Pol Pota, by na końcu powrócić do chorych i sprawdzić, jak po miesiącach od wizyty psychiatry i psychologa sobie radzą.

Lektura Piania kogutów przygnębia. Nie tylko dlatego, że pokazuje, że skutki krwawych reżimów trwają wiele lat po tym, jak te oficjalnie upadną, że nieleczona trauma może się ciągnąć z pokolenia na pokolenie i choć dzieci i wnuki tych, którzy przeżyli nie będą znać przyczyn różnych zachowań, będą je powielać. Przygnębiające jest też to, co się dzieje dziś z takimi krajami – biedota, żyjąca w skrajnej nędzy niejednokrotnie musi się wyprowadzać z zajmowanych powierzchni, ponieważ w tych rejonach mają stanąć kolejne biurowce czy hotele. O to, co się stanie z tymi, którzy żyją z dnia na dzień nikt się nie martwi.

Powiadają, że podróże kształcą. Może kiedyś tak było. Dziś podróże do egzotycznych krajów wiążą się w dużej mierze z wykorzystywaniem miejscowej ludności (gdzieś ich trzeba przeprowadzić, żeby hotel zbudować, i żeby biedota nie psuła swoją obecnością sielskich widoków; na „sierotach” odwiedzanych przez „dobrych białych” też można nieźle zarobić), a podróżujący zobaczy i tak tylko to, co władze/właściciele hoteli zechcą, żeby zobaczył. O tym, jak naprawdę żyje się w tych wszystkich egzotycznych państwach więcej dowiedzieć się można z dobrych reportaży, których autorzy wiedzą, jak dostać się tam, gdzie dostać się nie powinni.

 

 

 

Wojciech Tochman, Pianie kogutów, płacz psów

 

Wydawnictwo Literackie,  2019

 

Czyta: Marcin Dorociński, Danuta Stenka

Podziel się:

Zostaw Komentarz