Ciechocinek. Tężnie

W Ciechocinku, tam, gdzie dom zdrojowy
Maxi Kaz rusza na łowy…*

Mimo upływu lat Ciechocinek nieodmiennie kojarzył się Reginie z T-raperami znad Wisły. Teraz to chyba Maxi Kaz na te łowy rusza z balkonikiem – pomyślała. – Chociaż, w sumie… ci T-raperzy, którzy jeszcze żyją trzymają się całkiem nieźle. To tylko ona czuła się zdecydowanie starsza niż przeciętna pięćdziesięciolatka.

Do Ciechocinka postanowiła się wybrać przede wszystkim dlatego, że dawno tam nie była. I że w końcu, po latach, znów mogła dotrzeć tam pociągiem. No, i dlatego, że z nieznanych jej przyczyn tężnie w Inowrocławiu już nie działały, a spacery pod tężniami zawsze lubiła. I chciała wykorzystać ostatnie chwile lata, bo nie miała pewności, czy jesienią tężnie działają.

Z dworca… nie, dworcem to miejsce trudno było nazwać, więc z przystanku, na którym zatrzymał się pociąg, udała się prosto w kierunku tężni. Po drodze mijając słynny (z czego słynny? Chyba z pocztówek, które ojciec gdzieś kiedyś w innej epoce wysyłał z sanatorium) zegar kwiatowy uświadomiła sobie, że jesień zdecydowanie nie jest dobrą porą na wizytę w Ciechocinku, a w każdym razie nie na podziwianie kwiatów. Więc poszukiwania dywanów kwiatowych mogła sobie darować. Na to przyjdzie czas wiosną. Albo latem. Teraz najważniejsze były tężnie.

Największe, najstarsze, najsłynniejsze. I co najważniejsze – działające. Niby wiedziała, że tężnie służą do wydobywania soli z miejscowego źródła solankowego, ale o tym, że to jest ich podstawowa funkcja dowiedziała się dopiero teraz, z ulotki. Najpewniej dlatego, że wcześniej jej to nie interesowało. Bo kogo to tak naprawdę, z wyjątkiem pracowników zajmujących się warzeniem soli i pielęgnacją tężni, to obchodziło? Ludzie przyjeżdżali tu pooddychać zdrowym uzdrowiskowym powietrzem… chociaż co do tego, jak zdrowe jest zanieczyszczone powietrze w większości polskich uzdrowisk Regina wolała nie myśleć. W końcu miasta, w których mieszkała też z czystego powietrza nie słynęły. Ważne, że spacery pod tężniami zdecydowanie poprawiały jej samopoczucie. Zarówno fizyczne, jak i emocjonalne.

Skoro wiedziała, że nie ma sensu szukać dywanów kwiatowych, po przejściu wzdłuż wszystkich tężni udała się na powrót w kierunku Dworca Kolejowego PKP. Budynek, który niegdyś był dworcem i nadal się tak nazywał, wyglądał obskurnie. Ale skoro zaczęła odczuwać wyraźny spadek kofeiny w organizmie, postanowiła wejść na kawę do mieszczącej się wewnątrz budynku Galerii staroci.

Kontrast między tym, jak owa galeria wyglądała na zewnątrz, a tym, co zastała w środku był uderzający. I choć kawę w życiu pijała smaczniejszą, dawno nie piła jej w tak pięknym, klimatycznym wnętrzu. Pełnym staroci, przywodzącym na myśl magazyn dekoracji filmów z minionych dziesięcioleci czy nawet wieków. Jednynym, co przeszkadzało wewnątrz, były tabliczki z napisem: „zakaz fotografowania”. Skoro jednak nie dało się ich nie zauważyć, ograniczyła się do uwiecznienia jedynie stoliczka, przy którym piła kawę. Żeby pamiętać następnym razem, dlaczego miejsce to warto znów odwiedzić.

Ciechocinek zdecydowanie nie był tak piękny jak Inowrocław czy Gołdap. Był piękny w zupełnie inaczej. I może nie o każdej porze roku. Wracając do domu Regina wiedziała, że jeszcze tu wróci. I to nie raz. Tylko miała nadzieję, że w lepszym towarzystwie. Bo Yuval Noah Harrari opowiadający głosem Rocha Siemianowskiego historię sapiensów od pradziejów do czasów obecnych, spaceru zdecydowanie nie uprzyjemniał. To raczej Ciechocinek sprawiał, że lepiej trawiła lekturę.

*T-raperzy znad Wisły „Maxi Kaz”, Sławomir Szczęśniak, T-Raperzy Znad Wisły – Dyskoteka szarego człowieka, czyli T-raperów lista szlagierów, CD-MC 1996

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *