Wrocław. Spacer po Rynku

Wrocław to moje miasto rodzinne,
Kocham je bardziej niż miasta inne

…zanuciła Regina i w tym momencie uświadomiła sobie, że to jedyne słowa piosenki, którą pamięta z dzieciństwa. A może nawet nie pamięta, tylko sobie wymyśliła? Teraz, po latach, nawet tego nie była pewna. Pewna była natomiast jednego: już nie kochała Wrocławia. Albo inaczej: kochała ten dawny, z neonami, bez galerii handlowych, z większą ilością zieleni. Z tym, który opuszczała piętnaście lat temu już nietrudno było się rozstać. Jednak od czasu do czasu lubiła pochodzić po dawniej ukochanych miejscach i powspominać.

Nie do końca pewna, dokąd chce iść, wysiadła z tramwaju przy Hali Targowej. Budynek wciąż piękny i wciąż wiele dobrego można było tam nabyć. Chyba, bo teraz upał połączony z ilością ludzi, jakiej spodziewała się wewnątrz, skutecznie zniechęcił ją do odwiedzin.

Przez chwilę zastanawiała się, czy pójść w kierunku Ostrowia Tumskiego czy Rynku. Wybrała to drugie. Do Rynku mijając po drodze Uniwersytet Wrocławski.

Uniwersytet był piękny jak zawsze… a może to sentyment wpływał na jego urodę, bo zdecydowanie wolała gotyk od baroku. Ale lata studenckie to był najlepszy czas w jej życiu, więc niemal wszystko, co się z nimi wiązało było piękne. No i w sumie chyba powinna lubić barok, bo jej kształty były zdecydowanie bardziej barokowe niż gotyckie.

Nawet budynek D macierzystego wydziału zdawał się pasować stylistycznie do okolic Rynku, choć – o ile dobrze pamiętała – zanim powstał rosło w tym miejscu co najmniej jedno drzewo. No, ale skoro pod koniec lat 90. Wydział Prawa i Administracji przekształcił się w Wydział Prawa, Administracji i Ekonomii, a kilka lat wcześniej zniesiono ograniczenia w naborze na studia zaoczne, to gdzieś tych studentów trzeba było zmieścić. Na drzewie przecież uczyć się nie będą.

Rynek wydał się Reginie bardziej zatłoczony niż dawniej… ale może też po prostu idealizowała dawne czasy. A może to zasługa wrocławskich krasnali, których, kiedy opuszczała rodzinne miasto było zdecydowanie mniej i szukało się ich niczym grzybów w lesie. Teraz zaś były kolejną atrakcją Wrocławia i – trzymając się porównania – było ich tyle, co drzew w lesie.

Właściwie w taki upał powinna była wybrać któryś z wrocławskich parków, jednak centrum miasta miało tę przewagę nad parkami, że zawsze można było tam wejść do jakiegoś klimatyzowanego lokalu, by choć przez chwilę odpocząć od żaru. Tylko przez zatłoczone ogródki trudno było się przebić, żeby zobaczyć, czy wewnątrz któregoś lokalu są wolne miejsca, dlatego skręciła tam, gdzie dawniej się nie zapuszczała, a gdzie ludzi było zdecydowanie mniej – w wewnętrzne uliczki Rynku. I oto jej oczom ukazało się miejsce wyjęte jakby z zupełnie innej bajki. Księgarnia inna niż wszystkie. Niby trochę przypominała jej EMPiK z czasów, kiedy można było tam wejść, usiąść przy kawie i poczytać którąś z książek z półki, jednak Tajne Komplety były czymś zupełnie innym. Były spełnieniem marzeń bibliofila o tym, by zaszyć się gdzieś z kawą i czytać, czytać, czytać literaturę, wśród której trudno znaleźć książki znane z booktoków czy innych bookstagramów.

Regina wiedziała, że takich miejsc powinna unikać. Jak alkoholik sklepów monopolowych, jak narkoman imprez, jak młodzież smartfonów. Ale upał był tak okrutny, palące słońce przyprawiało o ból oczu, a tu był cień. I książki. Dużo książek. I kawa. Więc może tak usiąść na chwilkę, wypić malutkie, czarniutkie espresso i co prędzej się oddalić od miejsca pokus? Jeszcze tylko zerknie na ten kusząco brzmiący tytuł, sprawdzi, czy warto sobie to kupić. Kiedyś w przyszłości, bo przecież nie teraz, bo teraz kawalerka cała zawalona jest książkami, których się trzeba pozbyć. Uprzednio przeczytawszy.

Dwie kawy i kilka godzin później wychodziła, wiedząc, że Technofeudalizm okazał się książką tak wciągającą, jak obiecywał tytuł. Słońce nieznacznie chyliło się już ku zachodowi, więc za zewnątrz powinno być choć odrobinę chłodniej. Tymczasem budynki i bruk, cały dzień chłonące promienie słoneczne, teraz oddawały tę energię i powietrze zdawało się być jeszcze bardziej nieznośne niż wcześniej. Dlatego szybko udała się na najbliższy przystanek, modląc się, by klimatyzacja w tramwaju choć trochę ją orzeźwiła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *