Ciasto z jabłkami i orzechami
Wielkie nic, tobą wykarmione
Wielkie nic, nawet trochę mniej
Jakby zero otoczone wiankiem zer*
Głosu Romualda Czystawa Regina mogła słuchać godzinami. Jednak niekoniecznie kiedy dochodził z telefonu, wówczas bowiem oznaczać mógł tylko jedno – Alicję. Owszem, mogła odrzucić połączenie, mogła też słuchać zapętlonego kawałka piosenki, dopóki nie włączy się poczta głosowa, jednak doświadczenie podpowiadało, że lepiej odebrać.
– Coś się stało?
– Dlaczego od razu miało się coś stać? – usłyszała niewinny głos siostry. – Po prostu chciałam złożyć ci życzenia urodzinowe. Właściwie to chciałam już wczoraj, ale miałaś wyłączony telefon. Pewnie ostro balowałaś?
– No to, skoro chciałaś złożyć te życzenia, to składaj. – Regina chciała jak najszybciej skończyć tę rozmowę.
– Wszystkiego najlepszego z okazji pięćdziesiątych urodzin. Zwłaszcza lepszej pracy, żebyś sobie mogła na Ozempic zarobić, bo inaczej to na pewno nie przestaniesz żreć, a niedługo to już chyba zabraknie ciuchów, w które byś się zmieściła i będziesz musiała się ubierać w sklepach z namiotami…
Dalszych „serdecznych życzeń” już nie słuchała. Rozłączyła się z siostrą i wyłączyła telefon. Jeśli ktoś jeszcze chciał przypomnieć jej, ile właśnie skończyła lat i powiedzieć kilka miłych słów z tej okazji, będzie to musiał zrobić jutro. Teraz musiała odreagować. Czyli zrobić ciasto. Najlepiej w towarzystwie jakiegoś przyjemnego głosu czytającego jej powieść. Albo dobry reportaż.
Po chwili już wsłuchana w głos Marcina Popczyńskiego zasypywała pokrojone w grubą kostkę jabłka cukrem kokosowym, a czekając aż puszczą sok topiła masło, odmierzała mąkę, jajka, sodę oczyszczoną, proszek do pieczenia i cynamon. Dużo cynamonu, bo obniża poziom cukru we krwi. Podobno. I najlepiej, żeby to był cejloński, ale Regina i tak wolała go łączyć z kasją, bo ten drugi, choć ze szkodliwą kumaryną, smakował o wiele lepiej. Dla obniżenia indeksu glikemicznego warto też by dodać garść orzechów (zwiększając dla odmiany kaloryczność wypieku), ale żadnych nie miała. Oczywiście, najlepiej byłoby zastąpić cukier jakimś słodzikiem, trotylem** (czy jakoś tak), ale po tych słodzikach było jej najzwyczajniej w świecie niedobrze, więc darowała je sobie. Wystarczy, że biały cukier zastąpiła – podobno mającym niższy IG – cukrem kokosowym i zmniejszyła podaną w przepisie ilość o połowę… tylko po to, żeby dodać do ciasta garść rodzynek.
Kiedy jabłka już pływały we własnym w soku, wsypała do miski mąkę z proszkiem do pieczenia i sodą, wbiła jajka, wlała stopione i wystudzone masło, wymieszała wszystko i przelała do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy. A tę włożyła do piekarnika nagrzanego do 180˚ C na pół godziny. Potem można sprawdzić czy wykałaczka po włożeniu będzie sucha… Chociaż jak miała być sucha wykałaczka wbita w jabłko? Nieważne, kucharzyła wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że ciasto jest upieczone, nawet jeśli wbita w nie wykałaczka sucha nie jest.
Kiedy w mieszkaniu rozeszła się woń jabłek i cynamonu, zasłuchana w obozowe wspomnienia Viktora Frankla Regina nie myślała już o rozmowie z siostrą. I nie przejmowała się tym, że jej wczorajsze postanowienia dbania o linię właśnie poszły się… przespać. Jutro pójdzie na spacer. Dłuuugi spacer, by poszukać sensu i zgubić choć trochę kalorii.

źródło przepisu: bankietowka.pl
* Budka Suflera, „Tyle z tego masz”, muz. R. Lipko, sł. A Mogielnicki, Ona przyszła prosto z chmur, Polskie Nagrania „Muza” 1980
** erytrytol a.k.a. erytrol – info dla szczęśliwców, którzy się na słodzikach nie znają


