Ona

O borze szumiący, jakie to głupie…

– podsumowałaby Regina film Spike’a Jonze’ego, gdyby go oglądała kilkanaście lat temu. Bo przecież facet zajmujący się zawodowo pisaniem na komputerze „listów pisanych ręcznie” zakochuje się w sztucznej inteligencji. W dodatku z wzajemnością. Po prostu głupie i chore. Teraz tak nie myślała. Nie po tym, jak coraz częściej czytała o nieszczęśliwych miłościach człowieka do LLM-u, zakończonych niejednokrotnie samobójstwem tego pierwszego. Nie po tym, jak często otrzymywała „listy pisane ręcznie”, choć te zdecydowanie były pisane przez boty i traktowały wyłącznie o tym, że jużteraznatychmiast i za gotówkę ktoś chce nabyć jej mieszkanie, a w każdym razie mieszkanie w tym bloku a najchętniej w tej okolicy (tak, dokładnie taka kolejność).

Chciałoby się powiedzieć, że film profetyczny. Ale nie. Po pierwsze to raczej inspiracja. Sięgnęła po niego w końcu po tym, jak przeczytała o fiksacji samego Sama Altmana na punkcie tego filmu. I głosu Scarlet Johanson. I fascynacja tym drugim zupełnie jej nie zdziwiła, aktorka bowiem tutaj udowadnia, że nie musi się pokazywać a i tak potrafi być seksowna. Czyli to raczej Altman i inni spece od sztucznej inteligencji próbowali odtworzyć to, co wymyślił Jonze, a nie twórca przewidział przyszłość.

Drugim powodem, dla którego Regina nie nazwałaby filmu Spike’a Jonze’ego profetcznym było to, że SI nie posiada emocji. Tak, jak nie wierzyła w Maszynę Fincha z Person of Interest, tak nie wierzyła w „ludzką” Samanthę… Chociaż, może Samantha tak naprawdę nic nie czuła, tylko uczyła się Theodore’a. W końcu była systemem, który miał zaspokoić wszystkie potrzeby właściciela, a skoro największą potrzebą właściciela była miłość, to postarała się zrobić wszystko, żeby poczuł się kochany. Wszak przebywała z nim zdecydowanie więcej czasu niż przeciętny człowiek przebywa ze swoim partnerem i w dodatku miała dostęp do całej jego wirtualnej osobowości. Oraz do wszystkich książek i filmów dotyczących miłości.

Trudno też powiedzieć, że film przewidział pogłębiającą się samotność ludzi w zdominowanym przez technologię świecie. Książki i filmy opowiadające o samotności i nieradzeniu sobie z nią były starsze od Reginy i niejedną taką książkę przeczytała, niejeden taki film widziała. Ona była po prostu jednym z nich. Tylko tym razem alkohol i narkotyki, jako środki pozwalające zabić samotność zastąpiła technologia inteligencja.

Gdyby nie reportaż Karen Hao, z pewnością nigdy nie sięgnęłaby po ten film. Zresztą, do tej pory nawet o nim nie słyszała. Teraz jednak, choć może nie zachwycona produkcją, nabrała ochoty na zapoznanie się z „ludzką SI”. Czyli konkretnie na lekturę powieści Kazuo Ishiguro Klara i słońce. Choć, z uwagi na piętrzące się stosy nieprzeczytanych lektur i chwilowo większą ilość pracy niż zazwyczaj, wiedziała, że Klara będzie musiała trochę poczekać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *