Technofeudalizm. Co zabiło kapitalizm
[…] ta książka jest o tym, co już się stało z kapitalizmem, a tym samym także z nami, wskutek używanie elektronicznych urządzeń łącząych się z chmurą, towarzyszących nam na co dzień laptopów i telefonów, w połączeniu z tym, jak od 2008 roku zachowują się banki centralne oraz rządy*.
Reginę ujął już za początek, w którym grecki ekonomista wspominał ojca i tego, jak ów ojciec wyjaśniał mu historię. Dalej było równie ujmująco – mocno już dojrzały ekonomista, w formie listu opisuje ojcu technofeudalizm czyli epokę, w której obecnie żyjemy. Przedstawia w skrócie zasady feudalizmu, przejście do feudalizmu do kapitalizmu, opisuje kapitalizm by następnie wyjaśnić, dlaczego obecnego systemu nie uważa już za kapitalizm, czy nawet kapitalizm na sterydach.
Generalnie do pewnego momentu wszystko w publikacji Yanisa Varoufakisa jej się podobało. Po części dlatego, że pisał o ekonomii w dużo bardziej przystępny sposób niż uczono ją na studiach, po części – bo że czasem miło było spojrzeć na kapitalizm z innego punktu widzenia niż piewcy szkoły austriackiej, a po części dlatego, że była technofobką i coraz większe uzależnienie od technologii mocno jej się nie podobało. Podobnie jak nie podobały jej się coraz lepsze techniki inwigilacji za pomocą owej technologii, ani to, jak bardzo rodzime (i nie tylko) rządy coraz bardziej ulegały technogigantom.
Miej interesująco się zrobiło, kiedy, mający serce i poglądy zdecydowanie po lewej stronie Grek pisał o tym, czym kończą się próby wprowadzenia socjalizmu, ale i to było znośne. Wszak znała trochę historię, sama żyła przez chwilę w państwie socjalistycznym a i najbardziej znane dzieła Orwella czytała.
„Technofeudalizm: co zabiło kapiltalizm” całkiem przestał do niej trafiać, kiedy autor przedstawił swoją wizję idealnego ustroju. Regina nigdy nie była w Grecji, nie znała mentalności tamtejszych ludzi, nie mogła więc wiedzieć, jak tam powiodłaby się próba funkcjonowania ustroju proponowanego przez Varoufakisa, jednak była pewna jednego – w Polsce ten model by nie przeszedł. A i prawdopodobnie w większości krajów Zachodu. Może i prowadziła niemal pustelnicze życie, ale przecież nie zawsze tak było i pracowała też kiedyś między ludźmi i świetnie zdawała sobie sprawę, jak kończyłoby się współdecydowanie o firmie wedle zasad proponowanych przez Varoufakisa.
Lektura Technofeudalizmu nie wzbudziła w Reginie gniewu na gigantów technologicznych z Krzemowej Doliny. Do nich nigdy nie pałała szczególną sympatią. Wzbudziła zupełnie inne uczucia. Po pierwsze zazdrość. Zazdrościła Varoufakisowi relacji z ojcem. Sama zawsze marzyła o kimś, kto byłby dla niej takim mentorem, kto z jednej strony pokazałby, jak działa świat, z drugiej zaś – pozwolił mieć odmienne zdanie, pozwolił na dyskusję. O kimś, do kogo mogłaby pisać nawet po jego śmierci, choćby po to, by poinformować, czy jego prognozy dotyczące przyszłości faktycznie się sprawdzają, czy wręcz przeciwnie.
Drugim uczuciem, jakie pozostawiła w Reginie praca Greka, było poczucie beznadziei. Świadomość, że przeciętny człowiek znaczy coraz mniej, a niewykluczone, że niedługo już przestanie znaczyć cokolwiek. Bo jakoś w skuteczny bunt przeciwko baronom technologicznym nie bardzo wierzyła.

*Yanis Varoufakis, Technofeudalizm. Co zabiło kapitalizm? tłum. Paweł Szadkowski, Sieradz 2024



