Człowiek w poszukiwaniu sensu

(…)współczesny człowiek ma za co żyć, ale nie ma po co żyć – ma środki, ale nie ma sensu.

Gdyby Regina czytała Człowieka w poszukiwaniu sensu i zaznaczała inspirujące cytaty, to zakładki byłyby chyba na każdej stronie. Wspomnienia Frankla z obozów koncentracyjnych pełne były bowiem mądrości, które warto zapamiętać. Skoro jednak pozycję tę przyswajała uszami, nie bardzo mając jak zaznaczać, zapamiętała przede wszystkim ten jeden cytat. On bowiem pasował do niej. Dlatego z taką uwagą wsłuchiwała się w to, co miał do powiedzenia.

I choć Frankl w obozach miał zdecydowanie mniej sprawczości niż ona w swojej kawalerce, to jednak potrafił wykorzystać każdą okazję, która tę sprawczość mu dawała. Albo podjąć decyzję, o niewykorzystywaniu takiej okazji. Jak się okazało, szczęśliwie nie tylko dla Frankla, ale i dla jego późniejszych pacjentów, każda z tych decyzji pozwoliła mu przeżyć a swoje doświadczenia wykorzystać do pomocy innym.

Tylko psychiatra od początku miał cel, dla którego pragnął przeżyć. I żonę, do której miłość rozświetlała jego obozową rzeczywistość. Regina zaś nie miała nic, dla czego warto byłoby żyć. Praca, którą obecnie wykonywała, wydawała jej się tylko odrobinę mniej pozbawiona sensu niż praca w urzędzie a i teksty, które poprawiała na ogół wydawały jej się nieszczególnie wartościowe. Nie miała też dla kogo żyć, od dawna przestała wierzyć w miłość ludzi, którzy tę miłość deklarowali. Nie bardzo też wiedziała, czy jest w stanie cokolwiek zrobić, żeby bronić się przed coraz bardziej otaczającym ją światem, coraz większą dominacją technologii nad człowiekiem. Żyła bardziej z przyzwyczajenia czy z ciekawości, w którą stronę świat się potoczy, niż z jakiegokolwiek innego powodu. I zdawała sobie sprawę, że gdyby trafiła do obozu koncentracyjnego i jakimś cudem nie zostałaby skierowana od razu do komory gazowej, dość szybko rzuciłaby się na druty.

Fakt, że w Człowieku w poszukiwaniu sensu nie znalazła odpowiedzi lub choćby nawet podpowiedzi, jak znaleźć motywację do życia, nie oznaczał, że czas poświęcony na jej słuchanie uznała za czas stracony. Frankl dawał jej nadzieję, że może jeszcze odnajdzie ten sens w pięknie, że jeszcze zachwyci ją jakaś książka, muzyka czy przyroda. Albo że zdarzy się coś, co nada jej życiu głębszy sens. Na razie jednak bardziej trwała niż żyła, i jak na razie nic nie zapowiadało, żeby ten stan rzeczy miał ulec zmianie.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *