Przyszłość społeczeństwa przemysłowego a.k.a. Manifest Unabombera
Rewolucja przemysłowa i jej konsekwencje okazały się być dla rodzaju ludzkiego katastrofą. Znacznie zwiększyły one długość życia tych z nas, którzy żyją w wysoko rozwiniętych krajach, a jednocześnie zdestabilizowały społeczeństwo. Uczyniły życie niepełnym, naraziły ludzi na upokorzenia, doprowadziły do powszechnego cierpienia natury psychicznej. W Trzecim Świecie również do cierpienia fizycznego. Oraz wyrządziły poważne szkody w środowisku naturalnym. Dalszy rozwój technologii jedynie pogorszy sytuację […]
Po fascynującej lekturze książki dla młodzieży o tym, jak dzielnym agentom FBI płci obojga po latach śledztwa udało się schwytać seryjnego zamachowca, Regina uznała, że warto by zapoznać się z ideami Teda. Ideami, które życiem przypłaciły trzy osoby, a kilkadziesiąt trwałym okaleczeniem. Sięgnęła więc po jego słynny esej Przyszłość społeczeństwa przemysłowego, znany szerzej jako Manifest Unabombera. Na szczęście książka była dość łatwo dostępna, niestety – tylko w formie audio.
Manifest był krótki, więc poobiedni spacer nad Wisłę wystarczył, by się z nim zapoznać. Pierwsze, na co zwróciła uwagę to uporządkowanie – krótkie paragrafy i proste odwołania do nich w dalszych częściach. Jakby każde słowo się liczyło. Co w sumie nie powinno dziwić, w końcu Ted K. był matematykiem. Wybitnym matematykiem. Następną rzeczą, która zwróciła jej uwagę, była definicja człowieka lewicowego. Definicja, pod którą bez wahania podpisaliby się członkowie Konfederacji, może niekoniecznie podając autora. Choć raczej nie zachwyciłaby ich opinia o konserwatystach, zdaniem Reginy, również słuszna.
Jednak to w sumie nie było najważniejsze, to był tylko wstęp do właściwych rozważań. Rozważań o wolności, rozumianej przez Kaczynskiego jako poczucie sprawczości, poczucie sensu tego, co się robi. Oraz o tym, jak społeczeństwo przemysłowe pozbawia przeciętnego człowieka tej wolności, serwując mu w zamian aktywności zastępcze. Tylko w swoim eseju Kaczynski odwoływał się niemal wyłącznie do Stanów Zjednoczonych, więc kiedy pisał o tym, jak to pierwsi przybysze, mimo trudnych warunków, byli bardziej wolni niż obecni mieszkańcy, bo na więcej rzeczy mieli wpływ, Regina myślała o polskich chłopach pańszczyźnianych. Czy o nich też powiedziałby, że byli bardziej wolni niż współcześni Polacy? Czyli Polacy żyjący w końcówce PRL-u i latach wczesnej III RP. Bo ona miała co do tego poważne wątpliwości. No, ale Kaczynki pisał o rzeczywistości, którą znał i o tej, o której się uczył, a pańszczyzna w Polsce i warunki życia w PRL-u z pewnością nie zaliczały się ani do jego doświadczeń, ani do wiedzy nabytej. Ale skoro jego dziadkowie wyjechali z Polski, to chyba szczególnie różowo tam nie było.
Tym, co najbardziej zabolało Reginę był nie tylko trafny opis społeczeństwa przemysłowego, ale i to, że przewidywania Kaczynskiego dotyczące rozwoju tegoż coraz szybciej się stawały się ciałem. Co więcej, raczej nie widziała możliwości upadku tego społeczeństwa. No, chyba że jakaś wielka katastrofa naturalna, bo jednak, gdyby jednoosobowy Freedom Club znalazł naśladowców, ci – z uwagi na mocno rozwiniętą inwigilację – zostaliby spacyfikowani zanim zdążyliby poważnie pomyśleć o kontynuowaniu dzieła idola. Zresztą, ilu ludzi chciałoby walczyć i ewentualnie ginąć za taką wolność, w której jedzenie trzeba sobie upolować lub zebrać, schronienie zbudować i liczyć się z tym, że przyroda w każdej chwili może cię pokonać? Może kilku preppersów czy survivalowców, ale to stanowczo za mało, by obalić System.







