Grubancypacja. O grubości bez przepraszania
Motylem byłam, ale przytyłam.
Tak mawiało się za czasów wczesnej młodości Reginy. Ona jednak nigdy nie mogła powiedzieć tego o sobie. Nadwagę miała przez pierwsze czterdzieści lat życia, więc nigdy nie miała szczególnego ciśnienia na odchudzanie. Nie było ciuchów, w które już się nie mieściła. A potem, bez szczególnych zmian w trybie życia, przytyła. W ciągu dziesięciu lat przeszła od nadwagi do otyłości typu drugiego. Miała jednak szczęście – nigdy nie spotykała się kąśliwymi uwagami dotyczącymi jej figury. No, może z wyjątkiem Alicji czy matki, ale ta pierwsza pluła jadem. I nigdy nie czuła potrzeby tłumaczenia się komukolwiek ze swojej wagi. Jednak zauważała, że z jednej strony jest coraz więcej coraz grubszych ludzi, w tym dzieci, z drugiej zaś – widziała coraz większy hejt, dotykający te osoby. Nie śledziła podcastów o sprawie większej wagi ani tym bardziej reality shows z grubasami w rolach głównych. Nie odczuwała też potrzeby przynależności ani do kręgu samoakceptujących się grubasów, ani do tych, które za wszelką ceną próbują schudnąć i wymieniają się dietami. Może dlatego zainteresowała się publikacją Urszuli Chowaniec i Natalii Skoczylas: Grubancypacja. O grubości bez przepraszania? Bo chciała wiedzieć, z jakimi problemami zmagają się inni grubi z powodu swojej figury.
Na początku urzekło ją, że autorki marzą o coming oucie grubych ludzi. Dla niej to było bez sensu. O sobie mogła powiedzieć: nazywam się Regina Draguń, jestem korektorką. U lekarza to może jeszcze: i mam jaskrę. Ale na to, żeby powiedzieć: nazywam się Regina Draguń i jestem gruba w życiu by nie wpadła. Przecież to drugie widać na pierwszy rzut oka. Nie widziała też powodu, żeby przyłączać się do grupy wygrubancypowanych kobiet. No, ale to może też dlatego, że w ogóle nie odczuwała potrzeby przyłączania się do jakiejkolwiek grupy.
Bardziej sensowny wydał jej się rozdział o dyskryminacji osób otyłych. Podłokietników na ławkach w parkach i na skwerach nigdy nie traktowała jako przejawu dyskryminacji ze względu na rozmiar. Na takiej ławce z reguły siedziała jedna, maksymalnie dwie osoby. Ławek zaś podzielonych podłokietnikami prawie w Toruniu nie widziała, więc siłą rzeczy nie widziała problemu. Choć już wiedziała, że jeśli takową ławkę zobaczy, spróbuje na niej usiąść. Jeśli się nie zmieści lub zmieści z trudem – będzie musiała w końcu zabrać się za siebie. W kinie też (wciąż) mieściła się na siedzeniu. I choć nie latała samolotami, zastanawiała się, czy nie byłoby sensownie, gdyby mocno grube osoby płaciły za dwa bilety… ale dość szybko doszła do wniosku, że gdyby taka regulacja przeszła, szybko zmniejszyłyby się siedzenia w samolotach tak, żeby nawet osoby noszące rozmiar L, bez choćby jednego X przed nim, też musiały płacić podwójnie, a te z kilkoma iksami przed L nawet potrójnie. Więc chyba lepiej by było (ale jakże niepraktycznie z punktu widzenie przewoźnika) projektować pojazdy z siedzeniami różnej wielkości, ale żeby każde miejsce kosztowało tyle samo. Tylko że taki pomysł w naszym ustandaryzowanym świecie zachodnim raczej nie miał szans powodzenia.
O innych przejawach dyskryminacji też dowiedziała się dopiero z Grubancypacji. W pracy miała szczęście, bo po studiach złożyła papiery w odpowiednim miejscu we właściwym czasie i została przyjęta. Rozmowy kwalifikacyjne czy konkursy jako obowiązkowy element rekrutacji wprowadzono dopiero kilka lat później. Tak więc swoje przepracowała bez większych problemów. Kiedy zaś zaczęła mocno tyć, to już od jakiegoś czasu pracowała z domu, więc dla klientów płci dowolnej jej figura nie miała znaczenia. Jednak w trakcie lektury zaczęło dochodzić do Reginy, że kiedy ona siedziała zamknięta w swojej wieży z kości słoniowej a z ludźmi miała kontakt niemal wyłącznie przez internet, jakieś przemiany jej umknęły.
Nie umknęły za to tak krytykowane przez Natalię Skoczylas i Urszulę Chowaniec kampanie społeczne Jedz ostrożnie, Ja… ty… jemy czy telewizyjna, przedstawiająca rodzinę, która zamawia w restauracji typu fast food otyłość, nowotwór i zawał serca. Ceniła każdą z tych kampanii, choć uważała, że to i tak mało. W końcu, jeśli miała gdzieś pojechać pociągiem i przed podróżą lub w trakcie zgłodniała, w automatach mogła sobie kupić tylko bardzo słodkie lub bardzo słone tłuste przekąski. A ponieważ już dawno temu widziała Supersize Me i czytała Życie w fast foodzie Morgana Spurlocka, w kampaniach społecznych widziała raczej informację, niż przejaw fatshamingu. Zdecydowanie bardziej przeszkadzały jej wszechobecne reklamy słodyczy i fast foodów. I dodatki cukru do produktów, w których cukier w ogóle nie powinien się znajdować.
Podobnie nie rozumiała wytykania J.K. Rowling fatfobii. Przecież Dursleyowie nie byli jedynymi otyłymi bohaterami powieści. Molly Weasley to przecież taka kochana (przynajmniej w zamyśle autorki) czarownica, a też z nadwagą. Za to chuda i koścista Petunia w niczym nie ustępowała grubemu mężowi i synowi jeśli idzie o kołtuńskie zachowania.
Choć w dobre intencje autorek Regina nie wątpiła, realizacja zamiaru niekoniecznie przypadła jej do gustu. W końcu fatfobia to tylko jeden z przejawów dyskryminacji, więc wolałaby kampanie nawołujące do tolerancji. Sama wolała w fatshamingu widzieć po prostu kolejny przejaw chamstwa a w utrudnieniach dla osób grubasów (czy to naprawdę brzmi lepiej niż dla osób otyłych?) przejaw bezmyślności projektantów. Bo z utrudnieniami spotykają się nie tylko osoby o rozmiarach większych niż standardowe, narzekają na nie również matki z wózkami, osoby z problemami z chodzeniem czy bardzo niskiego wzrostu. Uważała, że chamstwo w każdej postaci należy piętnować, z utrudnieniami zaś walczyć upierdliwie zgłaszając problem we właściwych organach. Naprawdę nie widziała powodu, żeby osoby grube traktować jakoś wyjątkowo.
Nie rozumiała też tendencji, żeby unikać słów typu otyłość czy nadwaga, jako medykalizujących zjawisko. Owszem, sama o sobie raczej powie, że jest gruba a zapytana, na jakie choroby cierpi, wymieni jaskrę, ale skoro otyłość się leczy, a nadwaga może prowadzić do otyłości, to dlaczego tych słów unikać w ogóle? Jeden woli być gruby, drugi – powiedzieć o sobie, że choruje na chorobę otyłościową. Dlaczego im tego zabraniać? Zwłaszcza że otyłość naprawdę potrafi mieć poważne skutki dla zdrowia.
Ogólnie nie bardzo wierzyła, że Grubancypacja spowoduje zmianę w mentalności ludzi i mniejszy hejt na osoby zbyt dużo (zdaniem hejterów) ważące. Ale też uznała, jeśli da siłę osobom, zwłaszcza kobietom, bo głównie o nich traktuje, do akceptacji swoich ciał i dopominania się o równe traktowanie, zwłaszcza w placówkach medycznych, to już będzie dobrze.








