PRZYDATNY REKWIZYT RECENZENTA czyli O DZIEWIARSTWIE RĘCZNYM PO RAZ KOLEJNY

with Brak komentarzy

Czasami na blogach książkowych czytam o prezentach dla prawdziwego mola książkowego, czy o gadżetach, które ktoś taki powinien sobie sprawić. Są to różnej maści zakładki do książek; torby, koszulki czy skarpetki ukazujące miłość ich właściciela do czytania czy figurki ulubionych bohaterów literackich. Nieodmiennie wówczas zastawiam się, czy książki naprawdę potrzebują zakładek, czy osoba kochająca czytać musi manifestować to swoim ubiorem i torbą? Mnie za zakładkę wystarczy cokolwiek: widokówka, bilet do kina, zdjęcie, zakładka dołączona do książki przez wydawcę czy nawet rachunek za książkę. Książka lub czytnik przed oczami w środkach komunikacji publicznej czy na ławeczce w parku wystarczająco ukazują moją miłość do słowa pisanego, nie widzę więc potrzeby, żeby torby czy skarpetki też o tym świadczyły.

Ostatnio jednak pomyślałam o czymś, co przyda mi się, kiedy zechcę poczytać książkę na świeżym powietrzu. Skoro nie mogą pójść do kawiarni, by tam poczytać przy kawie, z dala od domowników, mogę wziąć ze sobą na spacer kawę w kubku termicznym i książkę, by poczytać na świeżym powietrzu. Jeśli jest to książka, którą mam zrecenzować, przydać się mogą karteczki samoprzylepne, by oznaczyć stronę, z interesującym czy inspirującym cytatem oraz ołówek, do podkreślenia tegoż. Żeby więc książka nie niszczyła się w torebce postanowiłam wydziergać sobie etui na książkę, do którego zmieszczą się także karteczki i ołówek, na wypadek, gdyby okazały się przydatne.

Nie lubię wielokolorowych materiałów, wzorków na drutach (wciąż jeszcze) dziergać nie potrafię, poza tym niekoniecznie chciałabym mieć etui z warkoczem czy tym bardziej koronkowe. Nie chciałam też jednak by było ono zupełnie jednolite i nudne. Wybór więc padł na prosty wzorek w szachownicę i włóczkę ombre. Kolor dopasowany do książki, którą czytałam, gdy zaczynałam robótkę. Sznureczki uznałam za wygodniejsze niż guziki – szybciej można rozwiązać. W środku zaś pętelka, w której można zamocować ołówek, żywiąc nadzieję, że się z niej nie wysunie. Jeśli jednak będzie mu się to zdarzało – na pętelce zahaczę długopis, którym na kartce samoprzylepnej będę notować numer wersu z interesującego mnie cytatu.

Nie wiem jeszcze, jak się sprawdzi w podróży moja robótka, na razie jednak jestem z niej zadowolona.

 

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.