ODŚWIEŻACZE POWIETRZA W KULKACH

with Brak komentarzy

Testowałam różne odświeżacze powietrza. Kupne nieodmiennie mnie duszą, więc przestawiłam się na produkcję własną. Tak naprawdę najlepiej aromatyzowały odświeżacze na bazie spirytusu. Do małej buteleczki, na przykład takiej jak po syropie, wlewałam spirytus, trochę wody i kilka kropel naturalnych olejków aromatycznych. Do tego wkładałam patyczki do szaszłyków i odstawiałam w miejsca, w których trudno było to przewrócić. Pomieszczenie pachniało ładnie ale krótko, spirytus bowiem paruje zdecydowanie za szybko. Poza tym że koszt utrzymania ładnego zapachu był dość wysoki, zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem od ciągłego wdychania oparów spirytusu nie zaczniemy po cichu popadać w alkoholizm. Przyszedł więc czas na -> żelatynowe odświeżacze powietrza. Niestety, nie dość że zapach nie był zbyt intensywny (czyli czuć go było tylko tuż przy odświeżaczu), pod wpływem dodatków, mających sprawić, żeby zawartość słoiczka wyglądała ciekawiej, galaretka zaczęła pleśnieć. Przyszedł więc czas na kolejny, znaleziony gdzieś w odmętach internetu, odświeżacz powietrza domowej roboty. Tym razem zrobiony z wykorzystaniem żelowych kulek.

W celu zrobienia odświeżacza zakupiłam kulki czy raczej mikroskopijne kuleczki, które pod wpływem wody pęcznieją i podobno takie napęczniałe świetnie zastępują ziemię do kwiatów. Mnie miały służyć za nośnik przyjemnych woni. Do pękatych słoiczków wsypałam tyle kuleczek, że dno było równomiernie pokryte, zalałam do 3/4 wysokości zimną wodą, dodałam ok 30 kropi olejków na jeden odświeżacz, zamieszałam i odstawiłam. Po godzinie, kiedy kulki trochę zwiększyły rozmiar, słoiczki przestawiłam na górną półkę, żeby przypadkiem ich nie strącić… i pogrążyłam się w lekturze świeżo zakupionego horroru. Po jakimś czasie zaniepokoiły mnie dziwne ciche dźwięki, kojarzące się nieco z podskakującymi ziarnami robiącego się popcornu.Rozglądając się w poszukiwaniu źródła dźwięków, spojrzałam na szafkę, na którą odłożyłam robiące się właśnie odświeżacze. Słoiczki były wypełnione już całkowicie, a nawet z kopką i co chwilę kolejne kulki opuszczały dotychczasową siedzibę i radośnie opadały na niższe półki a z nich na podłogę. Nie było innego wyjścia, jak część kulek przełożyć do mniejszych słoiczków i dolać jeszcze trochę wody. Po kilku godzinach, kiedy pomiędzy kulkami nie było już widać płynu, włożyłam do słoiczków długie wykałaczki i każdy ustawiłam w pomieszczeniu dla niego przeznaczonym. Niech rozsiewają wokół przyjemne wonie. I nie próbują uciekać.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.